Słodkości i witaminy w jednym – czy należy wierzyć w hasła reklamowe?

5 lutego 2018

Słodkości i witaminy w jednym – czy należy wierzyć w hasła reklamowe?

Agnieszka Reptowska, Blog, Dietetyka, Dziecko

AddThis Sharing Buttons

Bogaty asortyment produktów spożywczych wymusza na producentach coraz bardziej wymyślne hasła reklamowe, aby wpłynąć na zwiększoną sprzedaż. Konkurencja nie śpi, więc produkowana żywność powinna zawierać wszystko co najlepsze – za odpowiednio niską cenę. A powyższe nie zawsze idzie ze sobą w parze. Tak jak dobre chęci rodziców, którzy chcą zaoferować dzieciom na śniadanie czy przekąskę szkolną coś smacznego i zdrowego. Najlepiej jeszcze, żeby miało ładne opakowanie, a na nim ulubioną postać z bajki. Dziecko z pewnością zje coś takiego bez nadzoru rodzica – przecież o to chodzi, prawda? Żeby się tylko nie okazało, że wydaliśmy niepotrzebnie pieniądze na „zdrowy” jogurcik z kolorowymi drażetkami…

Reklamy mają na celu nie tylko informować o konkretnym produkcie dostępnym na rynku. Służą również nakłanianiu do zakupu określonej marki poprzez ukazywanie wyższości nad konkurencją lub wytykanie jej wad. A to często rodzi w klientach poczucie, że to, co wkładają do koszyków, jest najlepszą z możliwych alternatyw. Niekoniecznie.

Zbożowe ciasteczka, pełne witamin cukierki

Zanim zaoferujesz dziecku taką przekąskę, zapoznaj się z listą składników potrzebnych do ich wyprodukowania. A bardzo często lista ta zajmuje najwięcej miejsca na opakowaniu. Pełne cukru, słodzików, barwników, ulepszaczy, spulchniaczy – niewiele mają wspólnego ze zdrową żywnością. Unikajmy w wyrobach takich składników jak m.in. acesulfam K, aspartam czy cyklaminian sodu. Już lepiej będzie, jeśli upieczesz własne ciasteczka, z pełnoziarnistej mąki, i dodasz ulubione ziarna czy suszone owoce. Skład jest pewny, a przekąska – pyszna!

Paróweczki i kabanosy

Wszystko z nimi byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że na rynku mamy całą gamę produktów „parówkopodobnych” i „kabanosopodobnych”. Takich, które w swoim składzie mają minimalną ilość mięsa, a maksymalną ilość tzw. zapychaczy – emulgatorów, stabilizatorów, konserwantów, substancji żelujących. Najgorszą odmianą parówek cechują się MOM-y (Mięso Oddzielone Mechanicznie). W takim składzie może znaleźć się wszystko to, czego z całą pewnością nie chcemy fundować swoim dzieciom. Unikajmy dodatków w postaci fosforanów – służą do „napompowania” wyrobu mięsopodobnego.

Zdrowe soki

I tutaj również skład pozostawia wiele do życzenia. Na rynku dostępne są soki pomarańczowe, które podczas produkcji w ogóle nie miały styczności z tym owocem. Mało tego, niektóre mają w sobie więcej cukru niż popularne batoniki czy ciasteczka. Soki multiwitaminowe dedykowane na drugie śniadanie potrafią mieć w swoim składzie od 5 do nawet 7 łyżeczek cukru w 300 ml! Czego unikać w sokach? Wystrzegajmy się syropu glukozowo-fruktozowego. Tego rodzaju „bomba” cukrowa jest zdecydowanie zbędna, zwłaszcza dzieciom. Nie raczmy się również sokami z dodatkiem kwasu benzoesowego (E210) – może powodować alergie i wysypkę.

Pyszne jogurciki

Prawdziwy jogurt powinien zawierać szczepy zdrowych bakterii i jako produkt fermentowany być oferowany kupującym. Jest dobrze tolerowany przez osoby, które mają problem z tolerancją laktozy. Jednak dostępne na półkach sklepowych jogurciki owocowe zachęcają kolorowymi opakowaniami oraz dodatkami w postaci smakowych kuleczek, drażetek, musli (które również pozostawia wiele do życzenia). W składzie takich produktów cukier potrafi zajmować najwyższe miejsca, wówczas małe opakowanie dostarcza 3, a nawet 4 łyżeczki cukru. Nierzadko też jogurty zawierają wychwalany przez producentów wsad owocowy – to po prostu zwykły, sztuczny barwnik. Wszystko po to, aby smak truskawkowy szedł w parze z malinowoczerwonym kolorem produktu. A co z konsystencją? Aby była odpowiednia, producenci dodają zatwierdzony przez FAO, ale nadal kontrowersyjny dodatek, jakim jest np. karagen.

Kremy     

Łatwe do smarowania lub dostępne w poręcznych tubkach są mocno „naszpikowane” chemią spożywczą – cukrem i wszelkiego rodzaju „E” w składzie. Gdyby jeszcze miały tyle orzechów, ile wydaje się być deklarowane w reklamie. Małe opakowania kremów czekoladowych w tubkach 50 g potrafią mieć ponad 5 łyżeczek cukru. A obecność mleka? Jeśli liczyć serwatkę w proszku… Na dodatek kremy tego rodzaju są źródłem nasyconych kwasów tłuszczowych – czyli tego, co jest dzieciom najmniej potrzebne, zwłaszcza na śniadanie. Swojemu dziecku nie fundowalibyśmy przecież niezdrowego, podnoszącego poziom cholesterolu we krwi – oleju palmowego.

Reasumując, miejmy oczy szeroko otwarte, udając się do sklepu. Wybierajmy produkty najmniej przetworzone, a przede wszystkim CZYTAJMY ETYKIETY. Reklama ukazująca rodzinę zajadającą się „zdrowymi” chrupkami czy „witaminowymi” cukierkami ma na celu uśpić naszą czujność. A przecież wystarczy sięgnąć po owoc, aby poczuć smak prawdziwych witamin.

Ostatnie wpisy